niedziela, 8 czerwca 2014

Rozdział 15

Rodzina Lynch - Riker - 
Siedzieliśmy właśnie na kanapie, kiedy do domu wrócił Ross. Od razu się do nas dołączył.
-Rik... wygodnie Ci było z Laurą?  - to pytanie kompletnie odebrało mi mowę. Inteligenty Rocky, musiał dokładnie teraz? Nie mógł pięć minut temu jak Rossa nie było w domu?
-Co? O czym ty mówisz? - udało mi się wykrztusić po chwili.

-No o tobie i Laurze, widziałem jak razem spaliście
-Co?! Przecież Lau spała w pokoju z Delly - usłyszałem głos Rossa. Oho... teraz się zacznie. 
-No, nie! Wszedłem w nocy do pokoju Rikera w poszukiwaniu moich bokserek. Kiedy się pakowaliśmy to schował je do swojego plecaka i zastałem tak Lau przytulonego do Rika. 

Rodzina Lynch - Ross - 
Kiedy Rocky mi o tym powiedział zrozumiałem wszystko. Wszystko czego do tej pory nie mogłem pojąć. Już teraz wiem co zrobić. 
-Wychodzę, nie wiem kiedy wrócę - wstałem i skierował się w stronę drzwi. Nogi od razu poprowadziły mnie w jedno miejsce. Pod jej dom. Dom ślicznej brązowookiej brunetki. Mimo iż wiem, że nie będziemy razem w najbliższym czasie, wszystko o czym pomyślę lub zrobię  sprowadza się do jej osoby. Po drodze wszedłem jeszcze do sklepu kupić sobie 0.7 litra. Po wypiciu udałem się pod dom Lau. Światło w jej pokoju było zgaszone, pewnie już śpi ale trudno. Nie odpuszczę... nie dzisiaj. Chociaż w sumie, czy warto? Warto... Na szczęście mam zapasowe klucze do domu. Wszedłem cichutko, aby się nie obudziła. Trochę sprawiło mi to trudność, ale udałem się po schodach do jej pokoju.

Rodzina Lynch - Rydel -
-Rocky...ja cię kiedyś zatłukę!!
-Ale co? 
-To miała być tajemnica, wiesz jaki Ross jest wybuchowy!
-Przepraszam...nie wiedziałem.
-Teraz trzeba go znaleźć!! Postanowiłam zadzwonić do Laury, możliwe że poszedł do niej. Biegiem podbiegłam po telefon i wybrałam numer mojej przyjaciółki. Odebrała po trzecim sygnale.
-Laura! Cześć... 

Rodzina Marano - Laura -
-Cześć. A kto mówi? - odpowiedziałam zaspana,nie spojrzałam nawet na telefon kto dzwoni.
-Rydel. Jest może u ciebie Ross? 
-Rossy? Wymawiając to imię, poczułam chłód na karku. Telefon wypadł mi z rąk. -Rossy? Czy ktoś wymówił moje imię? - słysząc jego głos od razu się odwróciłam. Było od niego czuć alkohol.
-Ross, co ty tu robisz? 
-Nie odpowiedział na moje pytanie, tylko mocno przyparł swoje usta do moich, popychając mnie na ścianę. 
-Podoba Ci się? Przecież wiem, że tak - powiedział jeszcze mocniej się do mnie przysuwając. 

Rodzina Lynch - Rydel - 
Rocky, Riker! Szybko! - czułam ,że coś się stało. Laura jeszcze nigdy nie przerwała rozmowy. Coś jest nie tak
-Co się stało? - odpowiedzieli obaj, stając koło mnie.
-Laurze może się coś stać. Chodźmy do niej szybko. Riker weź kluczyki.
-Już biegnę, Rocky do samochodu.

Kiedy dojechaliśmy do domu, drzwi były otwarte. Czyli jednak Ross tu był...Biegiem pobiegliśmy do jej pokoju, widok który tam zastaliśmy bardzo nas zdziwił. Riker od razu podskoczył do brata i siłą wyprowadził go z pokoju. 
-Ja zostanę z Lau, a wy jeźdźcie z nim do domu. Jak wytrzeźwieje to do mnie napiszcie - odparł Rocky.

Rodzina Marano - Laura - 
Wszystko tutaj działo się tak szybko. Rocky postanowił tej nocy zostać ze mną, aby mnie pilnować. Fajnie nawet. 
-Chodź Rocky, połóż się w moim łóżku. Ja na pewno dzisiaj nie zmrużę oka. Idę sobie zrobić coś do jedzenia. Jesteś głodny? - odparłam szybko
-Ja dzisiaj też nie idę spać, dostarczę ci towarzystwa. 
-Okey, jak chcesz.
It’s between me and you our little secret-A może ja dzisiaj zrobię dla nas jedzenie, a ty w tym czasie się ubierzesz? Zimno ci będzie w piżamie. Noce są strasznie chłodne.
-No dobrze, tylko co ja na siebie włożę? Moment
-Masz, w tym będziesz wyglądać ślicznie. Zresztą jak zawsze - mówiąc to brunet się zarumienił. Próbował to ukryć, ale nie zbyt mu to wychodziło. 
-Ja idę się ubrać, jak będziesz czegoś potrzebował krzycz - odparłam kierując się w stronę łazienki.Chłopak miał rację, dzisiejsza noc nie należała do najcieplejszych. Na szczęście założyłam mój ukochany sweter i szybkim krokiem zeszłam do kuchni. W powietrzu już unosił się zapach przepysznego dania.
-O Lau, nie zauważyłem jak zeszłaś.Mówiłem, że będziesz w tym ślicznie wyglądać.
-Dziękuje - odpowiedziałam podchodząc do niego i mocno go przytulając. 

Po zjedzeniu pysznego śniadania/kolacji , nie wiem jak można to dokładnie nazwać. Przeszliśmy do salonu, na stole leżały karty postanowiliśmy w nie zagrać. Z każdą godziną moje powieki robi się coraz cięższe i coraz trudniej patrzało mi się na to co mnie otacza.
-A może położysz się jednak spać? Jutro, w sumie dzisiaj, czeka cię ciężki dzień. 
-Nie Rocky, jest dobrze. A może ty skorzystasz z okazji i położysz się spać?
-A mogę?
-Oczywiście, że tak. W moim pokoju się połóż.
-Dziękuje - chłopak wstał i zamierzał kierować się w stronę mojego pokoju, jednak przed tym najpierw pocałował mnie w policzek i dopiero poszedł. Od momentu kiedy Rocky usnął minęło już ponad 50 minut. Strasznie mi się nudzi. Po chwili jednak dostałam sms. Leniwym ruchem sięgnęłam po telefon. Nadawcą tej wiadomości był Ross.
-Droga Lauro Marie Marano. Za jakiś czas może Lynch. O ile się kiedyś zgodzisz nią zostać i mnie dosięgnie ten zaszczyt. Chciałbym ... cdn ...

---------------------------
Hey, mamy do was pytanie. 
Chcemy zorganizować konkurs na one shota. Wziąłby ktoś udział? :)






6 komentarzy:

  1. Jej boski na serio w życiu bym się nie spodziewała że tak świetnie piszesz :O *.* Na serio masz wielki talent ;) Pisz szybko next ;** Pozdrowionka Paula :) <33

    OdpowiedzUsuń
  2. OOOOOOOOOOO OOO Co będzie dalej? Kiedy nn?

    OdpowiedzUsuń
  3. Na serio!
    W tym MOMENCIE!
    Jak można?!
    Dawaj szybko next!!
    P.S. Rozdział był zarąbisty, a w konkursie chętnie wezmę udział:)

    OdpowiedzUsuń