niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział 22

Rodzina Clark - Katy - 
Na początku trochę się zdziwiłam, że Emily oderwała mnie od Rockiego. W sumie to dobrze. Po pierwsze wcale go nie kocham... Owszem. Uważam, że jest słodki i wiem, że nadaje się idealnie na chłopaka. Ale nic do niego nie czuję. Mimo wszystko, że dawno nie widziałam Rossa i tak bardzo go kocham. Jednak nie powinniśmy być razem. Moja mama zawsze powtarzała mi, że zbyt często stawiam dobro innych nad swoje własne. No w sumie może i ma racje, ale cóż. Po prostu taka jestem. Chcę, aby Laura była z nim szczęśliwa. Wydaje mi się, że on naprawdę ją kocha. Gdybym chociaż wiedziała, że zależy mu na mnie, to może bym o niego walczyła, ale tak to raczej nie ma to większego sensu. Niestety, ale takie jest życie. On najwyraźniej był lekko mną zauroczony, ale nic więcej. Po prostu zakochałam się w nim bez wzajemności. No nic. Nie będę nad tym więcej rozpaczać, bo to i tak nie pomoże... Ale wracając do Rockiego to nie do końca jest on w moim typie. W dodatku byłam trochę pijana i nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Zresztą nie spodziewałam się, że Rocky zamierza mnie pocałować. A tak w ogóle to bardzo dobrze wiem o tym, że podoba się on Emily. Szczerze mówiąc byliby naprawdę niezłą parą. Jednak jestem pewna, że Rockiemu podoba się tylko Laura. A mną prawdopodobnie był też przez chwilę zauroczony. 
To trochę dziwne, że i Rocky i Ross kochają Laurę, a ja i Emi jesteśmy w nich zakochane bez wzajemności. Ja kocham Rossa, ale on pewnie nic do mnie nie czuje. Nawet nie próbuje o mnie walczyć. A Rocky kilka razy wystawił Emily. Pewnie nie jesteśmy sobie przeznaczeni, a my nie powinnyśmy się tutaj nigdy przeprowadzać. Ale przecież co się stało to już się nie odstanie. Nic na to nie poradzimy. Tylko zastanawia mnie jedna rzecz...
Co jest takiego w Laurze, czego nie ma żadna inna dziewczyna, że Ross i Rocky tak na nią lecą. Bo w sumie nawet Rikerowi podobno ona się podoba... Wiem to od Rydel, która jest z nim naprawdę blisko...
No, ale wracając do tematu, to jaką cechę ona posiada? Chyba nigdy tego nie zrozumiem... Oczywiście wiem, że każdy jest wyjątkowy, ale to nie do końca to samo. Bo wydaje się, że ona jest idealna + posiada jakąś niesamowitą cechę, której nawet nie potrafię nazwać...

Rodzina Ratliff - Ell -
To było straszne. Nienawidzę chodzić po sklepach, ale niestety nie miałem wyboru. Cały dzień chodzenia po sklepach. No, ale czego nie robi się dla Delly... To była prawdziwa męczarnia. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się spędzić całego dnia na zakupach...
Podobno Riker czasem chodził z Rydel na zakupy i pomagał jej nosić te wszystkie torby. Dzisiaj to ja musiałem go zastąpić.
Nie wiedziałem, że Rydel jest w stanie aż tyle kupić. W dodatku musiałem jeszcze oceniać w czym dobrze wygląda.
Naprawdę... Biedny Riker. Nie wiem jak on to wytrzymał, nie wyobrażam sobie, że jeszcze kiedykolwiek będę musiał to powtórzyć.

Rodzina Lynch - Riker -
Ross zostawił Laurę samą, ale nie zamierzam nic robić w kierunku poderwania jej. Co prawda wiem, że bardzo często podobają się nam te same dziewczyny. Ale nie zamierzam zabierać ani Rossowi ani Rockiemu Laury. Chyba, że ona sama mnie wybierze. Ale w to nie wierzę. Skoro w pewnym sensie Ross porzucił Katy dla Lau, to ja zamierzam trochę z nią poflirtować. Bo przecież każdemu należy się coś od życia, a wiem, że Katy na pewno czuje się trochę samotna. Ona przecież jest w sumie trochę pokrzywdzona przez Rossa, bo w zasadzie zostawił ją dla Laury. Według mnie on nie zasługuje ani na Laurę ani na Katy, ale nie mam zamiaru się w to wtrącać. Nie chcę mieć kłopotów z Rossem. Jeśli Laura go naprawdę kocha i chce z nim być, to może uda jej się go trochę zmienić. Ja nie chcę się w to angażować... Zależy mi na tym, aby Laura była szczęśliwa, a skoro ona dobrze czuje się z Rossem, to może trochę poczekać. Później ją odwiedzę, a teraz zajmę się Katy.

Tak więc wybrałem się do jej domu. Oczywiście to ona mi otworzyła.
- Hej, chcesz gdzieś wyjść? - powiedziałem do nieco zaskoczonej blondynki
- Tak, jasne... Dawno Cię nie widziałam. Myślałam, że już o mnie zapomniałeś. Że wszyscy zapomnieliście. Oprócz Rydel. - powiedziała  wychodząc ze swojego domu.
- Przepraszam... Ja po prostu. Byłem zajęty Rossem i...

Nie chciałem mówić blondynce, że Laurą. Nie mam zamiaru jej denerwować. Już straciła przez nią Rossa, nie chcę, aby myślała jeszcze gorzej o Lau...

- Laurze - dokończyła blondynka
- Katy...
- Nie, naprawdę wszystko w porządku. Rozumiem, tylko... Po prostu nie wiem co takiego jest w Laurze, że wszyscy na nią lecicie. Wiem, że jest wyjątkowa. Zresztą tak jak każdy, ale to coś czego nie da się opisać słowami... - powiedziała, a w jej oczach zauważyłem łzy.
- Katy...
- Tak, wiem, że to nie jej wina, ale... - zaczęła dziewczyna, jednak nie zdążyła dokończyć, bo pocałowałem ją w usta.
- A to za co? - zapytała
- Z wielu powodów. Po pierwsze chciałem coś powiedzieć, ale cały czas mi przerywałaś. Po drugie nie chcę, żebyś była smutna. A po trzecie podobasz mi się. - w tym momencie to blondynka mnie pocałowała.
- Za dużo gadasz.
- Naprawdę? Myślałem, że nie nudzę cię, tylko mówię coś dość ważnego.
- Żartowałam tylko. To był pretekst, żeby cię pocałować. Ty też mi się podobasz i nigdy mnie nie nudzisz.

Później przeszliśmy na lody i do kina. Wieczorem postanowiłem odprowadzić blondynkę.
- Zostaniesz?
- W sensie, że na noc?
- Tak. Emily poszła do jakiejś koleżanki, którą niedawno poznała, a ciocia pracuję. Więc mam wolną chatę.
- Jasne, mogę zostać. Ale my nie...
- Nie o to mi chodziło. - zaśmiała się blondynka.
Dzisiaj ma być podobno w mocy burza, więc po prostu nie chcę spać sama. Ale jeśli nie chcesz to okej. Po prostu myślałam...
- Może wejdziemy, bo jest dość zimno...

Niedługo później Katy usnęła w moich ramionach. Czułem się naprawdę wspaniale. Dawno nie czułem się taki szczęśliwy. Nie rozumiem czemu Ross ją zostawił. Katy wcale nie jest gorsza od Laury.

Czuję, że jestem gotowy na coś więcej, ale to zależy tylko od Katy.

---------------------------
Mamy kolejny rozdział. Przepraszam, że tak późno, ale nie miałam wczoraj i dzisiaj internetu, dopiero niedawno wrócił. xD

No w każdym razie rozdział chyba nie jest taki tragiczny. Skoro chcecie Raurę, to Rikera też trzeba trochę uszczęśliwić, jednak to nie oznacza, że będzie z Katy. Jeszcze się zobaczy. :P

Czekamy na Wasze komentarze. <3

czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział 21



Rodzina Lynch - Ross - 
Ostatnich kilku godzin, nic raczej nie przebije. Powoli wstałem i udałem się w stronę kuchni. Chciałem przygotować mojej księżniczce niespodziankę w postaci śniadania. Kiedy zabrałem się do przygotowania jajecznicy poczułem ręce na klacie. 
-Witam panią Lynch - powiedziałem, odwracając się w jej stronę. 
-Panią Lynch? Czy ja się nie przesłyszałam? 
-I tak kiedyś będziesz moją żoną. Zobaczysz - pocałowałem ją namiętnie w usta.
-Niekoniecznie... Mogę należeć do twojej rodziny, ale akurat nie do ciebie - trochę zdenerwowały mnie te słowa, ale nie chciałem jej tego zbytnio pokazywać. Nagle Laura dostała sms od mojej siostry. Jej treść brzmiała tak: 


„Lau, proszę przekaż Rossowi, aby szybko wracał do domu. Ważna sprawa”

Zaciekawiła mnie treść. I dlaczego wysłała go do Laury, a nie do mnie? No tak. Ja nie mam telefonu przy sobie, został w domu. Szybko pożegnałem się z dziewczyną i wróciłem do swojego domu.

Rodzina Clark - Katy - 
Dzień zapowiada się raczej pochmurnie, na niebie widać potężne chmury. Możliwe, że będzie padało. A gdyby wybrać się tak wieczorem na imprezę? Tak, to może być dobry pomysł. Zapytam się jeszcze Emily, czy pójdzie ze mną. Ale znając ją, zgodzi się. Nie puści mnie nigdy samej. Emm...Pójdziemy dzisiaj na imprezę? - Wystukałam wiadomość na telefonie do mojej siostry. Po chwili dostałam wiadomość

„Możemy iść, nie będziemy przynajmniej nudziły się w domu”
Randka Czyli do wieczoru mam wystarczająco dużo czasu, aby posprzątać pokój i wybrać odpowiedni strój. Mimo, iż mieszkamy tutaj dopiero kilka tygodni zrobił się spory bałagan. Więc zabieram się do roboty. Po kilku godzinach, nawet nie wiem dokładnie ilu skończyłam. Pokój lśnił czystością. Za chwilę powinna wrócić moja siostra. Należy wybrać kreację. Miałam na sobie czerwoną sukienkę i czarne szpilki. Włosy delikatnie podpięłam do góry.

W klubie panował pół mrok, jednak Emily zauważyła ciemną czuprynę Rockiego. Od razu do niego podeszłyśmy.
-Co tak sam siedzisz? – Zaczęła moja siostra, przysiadając się do niego. W tym hałasie ciężko było cokolwiek usłyszeć.
Rodzina Lynch – Rocky -
–Aaa straciłem jakoś ochotę – przecież nie powiem, że straciłem już nadzieję na to, że kiedykolwiek będę z Lau. Ross zawsze wygrywa i tutaj pewnie też wygra. Nie zasługuje na nią, jestem pewien, że jak tylko pojawi się ktoś nowy to zapomni o niej.
-Chodź napijemy się – usłyszałem głos Katy. Dziewczyna chwyciła mnie za rękę i poprowadziła w stronę baru, zauważyłem, że w oczach Emily pojawiają się łzy. Po jakimś czasie dzięki obecności Katy albo po ilości spożytego napoju zacząłem się bawić. Blondynce od razu poprawił się nastrój i wciągła mnie na parkiet do tańca. Kiedy już mieliśmy zamiar pocałować się z Katy, coś mnie od niej odepchnęło. Kiedy wstałem dziewczyny nigdzie nie było. Zdenerwowany wyszedłem z knajpy i zacząłem jej szukać. Kawałek dalej usłyszałem jej głos i Emily. Więc spokojnie wróciłem do domu. Nie rozumiem tylko, czemu Emily nie pozwoliła mi pocałować Katy.
Rodzina Lynch – Ross –
Jak najszybciej wróciłem do domu, bardzo ciekawił mnie sms mojej siostry. O co jej mogło chodzić?
-Rydel, już jestem! – Krzyknąłem wchodząc do domu. Z kuchni wyłoniła się wzywana osoba
-Bardzo dobrze, był listonosz i zostawił dla ciebie list
-O jeden list wyrywasz mnie od Lau? – Zapytałem. W moim głosie było słychać pretensje i rozczarowanie siostrą
-Listonosz mówił, aby szybko ci go doręczyć. Jest to od naszego wujka. Czytaj lepiej. – Postanowiłem zrobić to, co powiedziała mi siostra. Na kopercie widniało moje imię i nazwisko, a także nasz adres. Więc, to na pewno do mnie. Jednym sprawnym ruchem rozerwałem kopertę.
„Drogi Rossie” – czytając pierwsze słowa listu trochę się zdziwiłem. Ale mimo wszystko pogrążyłem się dalej w lekturze.

„Drogi Rossie! Piszę do ciebie, ponieważ jesteś moim ulubionym bratankiem. Chciałbym zaprosić was do swojego domu. Mam nadzieję, że chociaż jedno z waszej całej gromady mnie odwiedzi. Do listu dołączam Wam pieniądze, abyście mogli kupić sobie bilety. Czekam, w razie, czego piszcie. Ucałuj resztę. Wujek Steave”


A to jednak nic strasznego, myślałem, że coś się wydarzyło.
-Delly pojedziemy? – Zapytałem się siostry.
-Nie wiem, ja nie mogę. Obiecałam, że pomogę Ellowi urządzić mieszkanie.
-Po, co ty mu będziesz mieszkanie urządzała? I tak większość czasu spędza u nas – powiedziałem chichrając przy tym
-Jedź z chłopakami. Wujek na pewno ucieszy się z waszej wizyty.
-Okey... Napiszę do nich - Szybko chwyciłem telefon i wybrałem numery moich braci. Rocky i Ryland zgodzili się jechać. Tylko Riker twierdzi, że w tym czasie będzie zajęty. No trudno. Powiedziałem jeszcze siostrze, żeby zarezerwowała nam bilety. Lot mieliśmy wieczorem, więc zostało nam kilka godzin na spakowanie i poinformowanie reszty.Napisałem do Laury i do Ella czy mogliby przyjść na lotnisko. Czas minął nam strasznie szybko. Podszedłem do brunetki się pożegnać. Bardzo będzie mi jej brakowało.
-Nie zapomnisz o mnie?
-Nigdy, a kiedy wrócisz? - w jej oczach zbierały się łzy
-Dopiero za miesiąc - mocno ją przytuliłem. 
-Ross, pośpiesz się - usłyszałem głos siostry
-Za miesiąc wrócę, pamiętaj ,że Cię kocham - powiedziałem całując dziewczynę. Po chwili jednak się oderwałem i ruszyłem z braćmi w kierunku samolotu. Kiedy już w nim siedziałem, dostałem smsa. Był on od Rikera.

"Źle zostawiać taką dziewczynę jak Lau samą, nie martw się, ja się nią zajmę" 

Czytając wiadomość odkryłem że popełniłem wielki błąd. Teraz mi ją odbierze. Ale za późno na odwrót. Samolot właśnie wzbił się w powietrze. Muszę, jakoś szybciej wrócić. Dlatego Rik nie chciał jechać. 
Rodzina Ratliff - Ellington - 
-Delly! - zawołałem do dziewczyny.
-Co? Zamyśliłam się trochę 
-Twoi bracia wylecieli na miesiąc, a wiesz co to oznacza? 
-Że ich nie ma w domu? 
-Nie, że jesteś skazana na mnie - powiedziałem z uśmiechem na ustach.
https://38.media.tumblr.com/5a0bce526485fd7ae015f1e28ad8bf70/tumblr_mzs4afZCKc1swtbemo1_500.gif-W takim razie mój drogi, idziemy na zakupy! - tutaj nie miałem się jak wykręcić. 
-Nie!- protestowałem lecz i tak na marnę
-No chodź marudo - chwyciła mnie za rękę i razem wyszliśmy z lotniska. 

- - - - - - - - - - 
Kolejny rozdział dobiegł końca. 
Czekamy na wasze komentarze <3
Kochamy was :D
 


środa, 25 czerwca 2014

Zamiast rozdziału 21

 WAŻNE! PROSZĘ WSZYSTKICH O PRZECZYTANIE!!
Hey wszystkim.Dzisiaj nadszedł mój dzień na przedstawienie wam kolejnego rozdziału.Ale nie pokażę wam go, mimo iż jest gotowy i czeka u mnie na pulpicie.Nawet Aga go nie widziała. Mam do was więc taką prośbę.Chce aby przyszłe rozdziały nie polegały tylko na dramacie kogo kto ma wybrać. Nie chce aby ten blog podobny był do wszystkich.Chce wprowadzić jakieś zamieszanie,szok który nas wyróżni. Proszę więc Was, czy moglibyście pod tym postem napisać w komentarzach co takiego byście chcieli, coś co stało by się jednocześnie dla was i dla nas szokiem.  Możliwe, że rozwiniemy któryś pomysł.Postaram się napisać do jutra nowy rozdział z tym pomysłem.Czekam do 22:00 na pomysły. Dziękuje:) https://38.media.tumblr.com/32883db63a8894be78157c9b81f00d7e/tumblr_n7n31oK5MM1tci9nyo1_500.gif

niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział 20

Rodzina Marano - Laura -

Wiem, że Ross zorganizował to wszystko, aby mnie zdobyć... Jestem ciekawa, czy on wie o tym, że ja o tym wiem. W każdym razie miejsce jest przepiękne. Kiedy Ross mówił, abym wzięła ciepłe ubranie, to nie wzięłam tego tak na poważnie. Powinnam się lepiej ubrać, bo jest tutaj naprawdę zimno. Mimo tego, że dostałam od blondyna bluzę i że cały czas on mnie przytula i tak jest mi strasznie zimno. Oprócz tego jest tu naprawdę przerażająco. Kiedy Ross poszedł po bluzę, wtedy słyszałam jakiś szelest.
Ale to było jakąś godzinę temu. Teraz leżę wtulona w Rossa. Wiem, że go bardzo kocham, ale nie chcę tak zranić Rockiego. On również powinien być szczęśliwy. Chciałabym, aby znalazł sobie jakąś dziewczynę, którą pokocha. Wtedy i on znalazłby szczęście. Dlaczego
to wszystko musi być takie trudne?
Prawdopodobnie wybiorę Rossa, ale nie wiem czy w ogóle nam ten związek wyjdzie... Bo przecież to Rocky zawsze mnie rozumie, a Ross... Cóż Ross się naprawdę stara. I to widać, a ja to bardzo doceniam. Dzięki temu widzę, że mu na mnie zależy.
Nagle usłyszałam jakiś szelest. Gwałtownie mocniej wtuliłam się w Rossa.
- Nie bój się Lau. - powiedział chłopak, a ja tylko kiwnęłam głową.
Po chwili usłyszeliśmy straszny ryk. Należał on do niedźwiedzia...
- Ross tylko nie mów mi, że to nic takiego. Wiem, że to niedźwiedź...
- Będzie dobrze Lau. Bądźmy tylko przez chwilę cicho, dobrze?
- Tak, ale Ross mam prośbę. Jutro rano wróćmy do mojego domu, okej? Jeżeli przeżyjemy tą noc. I tam spędźmy pozostałe dni, bo chyba zaplanowałeś to na kilka dni tak? Bo tak tylko chciałam powiedzieć, że doceniam to, że się starałeś i dziękuję ci za to, tylko ja nie lubię biwaków.
- Przepraszam cię Lau. Nie chciałem, żeby tak wyszło. Po prostu chciałem ci tylko zaimponować, bo... ja... nie zniósłbym, gdybyś wybrała Rockiego zamiast mnie. Nie potrafię bez ciebie żyć i nie wyobrażam sobie ciebie z nim...
Nie byłbym w stanie patrzeć jak go całujesz i... wiesz o co mi chodzi...
- Ross, ty już masz moje serce i bez tego biwaku raczej wybrałabym ciebie.
- To znaczy, że przez to cię straciłem? - powiedział zasmucony
- Nie. Ale jak masz takie pomysły, to najpierw uzgodnij to ze mną.

W tej chwili niedźwiedź uderzył w nasz namiot jakimś drewnem. Krzyknęłam, a potem wtuliłam się w Rossa. Po chwili mimo wszystko usnęłam.
Rano, kiedy się obudziłam Rossa nie było w namiocie. Wybiegłam z niego, aby go poszukać. Zobaczyłam Rossa leżącego na ziemi, więc szybko do niego podbiegłam. Na szczęście nic mu się nie stało. Okazało się tylko, że próbował wygonić misia z naszego miejsca pobytu,
a potem zasnął na ziemi. Biedny Rossy na pewno było mu zimno...

Kiedy wszystko już zapakowaliśmy i zabraliśmy swoje rzeczy, postanowiliśmy pojechać do mojego domu. Ponieważ dzisiaj jeszcze nic nie jedliśmy, gdyż chcieliśmy jak najszybciej się z tamtąd wydostać, po drodze zatrzymaliśmy się w restauracji. Po skończonym posiłku kontynuowaliśmy naszą podróż.
Kiedy dotarliśmy już do mojego domu stwierdziłam, że muszę iść się wykąpać.

Kiedy byłam już pod prysznicem, a ciepłe strumienie wody spływały po moim ciele, usłyszałam jak ktoś dzwoni do drzwi. Byłam ciekawa kto to, ale nie mogłam wyjść przecież natychmiast z pod prysznica, dlatego musiałam zdać się na Rossa, że otworzy.



Kiedy wzięłam prysznic, ubrałam się i postanowiłam zobaczyć co u Rossa i dowiedzieć się, kto chciał mnie odwiedzić.

- Hej Ross! Kto to był?
- Aaa, to był tylko listonosz... - powiedział trochę niezbyt przekonany
- Na pewno?
- Tak.
- To gdzie list? - powiedziałam przekonana, że chłopak kłamie.
Prawdopodobnie był to Rocky, który pewnie chciał sprawdzić co u mnie, a Ross nawet mu chyba nie otworzył.

- Jaki list? A ten... No tak. Rzeczywiście był list, ale ktoś pomylił się w adresowaniu i był twój adres, ale inne nazwisko. Pewnie chodziło o twoją sąsiadkę.
- Tak, jasne. A jakie było imię i nazwisko?
- Nie zwróciłem uwagi. To jak? Idziemy oglądać film?
- Okej, ale ja wybieram.

Rodzina Lynch - Ross -

Przecież nie mogłem powiedzieć Laurze, że wcale to nie był listonosz, tylko Rocky, który prawdopodobnie był bardzo przejęty tym, że gdzieś zniknąłem razem z Laurą.
Przy Lau jakoś nie potrafię kłamać. Bardzo dobrze wiem, że mi nie uwierzyła, no ale nie miałem innego wyjścia. Mało jest chwili, kiedy jesteśmy sam na sam i nikt nam nie przeszkadza. W końcu zrezygnowaliśmy z tego biwaku i wróciliśmy do domu, więc Lau powinna zrozumieć, że mimo to chcę pobyć z nią trochę bez ingerencji innych.

Kiedy już mieliśmy puszczać "Titanica", którego Laura postanowiła oglądnąć, zdecydowałem się jej powiedzieć prawdę.

- Lau, to nie był listonosz, tylko Rocky.
- Wiem, ale dlaczego go nie wpuściłeś i nie powiedziałeś mi prawdy, tylko skłamałeś?
- Bardzo cię przepraszam, ale chcę po prostu pobyć z tobą sam na sam i nie chcę, aby ktoś nam przeszkadzał...
- A nie lepiej było od razu powiedzieć mi prawdę?
- Tak, ale nie wiedziałem jak zareagujesz...

Brunetka pocałowała mnie, a następnie zaczęliśmy oglądać film. Co prawda znam go na pamięć, ale cieszyłem się, że go oglądamy, bo pod koniec Titanica Lau płakała, a ja nie dość, że mogłem ją przytulać, to jeszcze pocieszałem ją.

Po skończonym seansie, zrobiliśmy sobie kolację. Po zjedzeniu tortilli poszedłem wziąć prysznic, a Lau położyła się spać, gdyż oboje byliśmy bardzo zmęczeni dzisiejszym dniem.
Kiedy już się wymyłem, poszedłem do sypialni, gdzie Lau czekała na mnie.
Zaczęliśmy się namiętnie całować. Trwało to dość długo. Jednak po chwili zacząłem napierać na dziewczynę swoim ciałem.
- Ross jeszcze nie dzisiaj. Dobrze? - powiedziała brunetka.
Pokiwałem głową i na zakończenie jeszcze raz ją pocałowałem.
- Będę czekać tak długo jak zechcesz - szepnąłem do dziewczyny, a ona tylko się uśmiechnęła.
Następnie wtuleni w siebie zasnęliśmy.

----------------------------------
No i mamy kolejny rozdział. Tylko o Raurze.
Postaramy się, aby w kolejnym było
 trochę mniej Rossa i Laury.
Liczymy na wiele komentarzy <3

czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział 19

 Rozdział jest dzień wcześniej, ponieważ przekroczyliście granicę komentarzy XD
Rodzina Lynch - Ross -
Jestem genialny! Kiedy się obudziłem do głowy wpadł mi cudowny pomysł. Wiem, że Lau ma wątpliwości. Postanowię to zmienić. Szybko podniosłem się z łóżka i usiadłem przy moim laptopie. W wyszukiwarce wystukałem takie hasło "miejsce na romantyczną wieczór". Wszystkie pomysły kierowane były albo na pikniki albo jakieś oklepane miejsca. Postanowiłem zaszaleć. Napisałem więc do brunetki.
-Hey. Mam nadzieję, że cię nie obudziłem. Chciałbym pokazać Ci pewne miejsce. Masz czas? - Co ja piszę, nie mam pomysłu na żadne miejsce. Ale wiem jedno, w ciągu najbliższych dwóch dni będzie moja.
-Yyy...hey. No mam, a co to za miejsce? - tego pytania obawiałem się najbardziej
-Niespodzianka... zobaczysz na miejscu. Będę po ciebie o 16:00. Weź jak możesz ciepłe ubranie i podręczną kosmetyczkę - napisałem tak na wszelki wypadek, w końcu nie wiem gdzie się będziemy znajdować. Chociaż w sumie, jakby ubrała cienki strój to mógłbym ją tulić całą noc i wytłumaczyć się, że nie chce aby była chora. Ale trudno, już wysłane

http://static.faslook.com/cache/f9/26/f926548378523283c0cd1fa853e6178c.pngCzas minął bardzo szybko, w razie czego wrzuciłem do bagażnika namiot, jedzenie, koce i tego typu rzeczy. Gotowy podjechałem pod dom brunetki, chwilę później wyszła z domu. Trochę nieśmiale ale jednak wyszła. Chyba moja ... niezbyt zrozumiałą zdanie "ubierz się ciepło" dla mnie to lepiej. Ale dla niej...nie . Miała na sobie lekki żółty sweterek i ciemne spodnie.
-Hey Lau - powiedziałem wychodząc z pojazdu. Na przywitanie delikatnie pocałowałem ją w policzek
-Jedziemy? 
-Tak... - otworzyłem jej drzwi jak prawdziwy dżentelmen.  
-Ross tak właściwie to jedziemy już ponad 2 godziny. Kiedy dojedziemy? - zapytała nagle
-Yyy... za 5 minut będziemy na celu - może gdzieś trafimy 
-Okey
-O patrz jesteśmy na miejscu... chodź za mną - poszedłem z dziewczyną w las. Chyba mam wielkie szczęście, udało mi się znaleźć doskonale miejsce na biwak. Jakby było mi mało biwaku z moim braćmi. Ale z Laurusią to co innego, z nią mógłbym mieszkać nawet w lesie na zawsze. Dotarliśmy na cudowną polanę.
-tutaj się rozbijemy 
-Co? - Laura chyba nie spodziewałą się, że pojedziemy w takie miejsce.
http://www.tapeciarnia.pl/tapety/normalne/205175_lato_las_polana_przebijajace_swiatlo.jpg
-Za chwilę kochanie wrócę, idę po rzeczy - byłą zbyt przejęta sytuacją, że nawet nie zwróciła uwagi na moje słowa. Wróciłem jak najszybciej się dało.
Dziewczyna dalej stała  w tym miejscu co ją zostawiłem, dalej nie rozumiała sytuacji w której się znajduje
-Nie przeszkadzało mi to zbytnio

Rodzina Lynch - Rydel - 
-Rocky, Riker - zawołałam moich braci
-Taak? - zjawili się obaj blisko mnie
-Nie widzieliście czasami Rossa? 
-Od kilku godzin nie i to jest właśnie dziwne. Kontaktował się ktoś z Laurą? - obaj pokiwali głowami na "nie"
-Rydel czytałaś tą kartkę? - usłyszałam głos Ella który właśnie wszedl do domu.
-Jaką kartkę? - zapytałam zaciekawiona 
-Ta na drzwiach do domu - powiedział dając mi kartkę do rąk. Jej treść brzmiała tak: 

"Droga rodzinko, postanowiłem odpocząć od całego hałasu, a także wszystko sobie przemyśleć. Powinienem wrócić za kilka dni. Nie dzwońcie do mnie, ponieważ i tak nie zabrałem telefonu. Nie będę sam. Laura będzie mi towarzyszyć. 
~Kocham Was, wasz brat Ross" 

Rodzina Marano - Laura - 
Siedzimy właśnie przy ognisku. Mimo iż jest ogień, jest bardzo zimno. A przynajmniej ja mam takie wrażenie. Po Rossie tego nie widać. Musiałam to w końcu powiedzieć
-Ross?
-Tak - skierował wzrok na mnie
-Zimno mi
-Lau... mogłaś mi wcześniej powiedzieć. Chodź tu do mnie - chłopak rozłożył szeroko ramiona. Od razu się w nie mocno wtuliłam. Było czuć jego cudowne perfumy. 
-W samochodzie mam bluzę, przynieś Ci? 
-Pokiwałam twierdząco głową, dalej wpatrując się w ogień
-Za chwilę wracam - powiedział całując mnie w sam czubek nosa. Dziwne zachowanie nawet jak na niego. 

Rodzina Lynch - Ross - 
Wróciłem po jakimś czasie z bluzą w ręku. Dziewczyna od razu rzuciła mi się na szyję i namiętnie pocałowała. W jednej chwili zapomniałem o wszystkim. Liczyła się tylko ona. 
-Ross... proszę nie zostawiaj mnie nigdy samej. Tu jest strasznie
-Nie zostawię ... obiecuję - powiedziałem i jeszcze raz pocałowałem ją w usta.
-A teraz proszę, załóż to - nałożyłem na nią przedmiot który właśnie przyniosłem. 
-Rossy...
-Tak wiem, chodź tu do mnie - dziewczyna od razu do mnie podeszła. Lecz nie spodziewała się co zrobię. Kiedy już miała usiąść koło mnie pociągłem ją i wylądowała u mnie na kolanach. 
Dodatkowo mocno ją przytuliłem. Siedzieliśmy tak przez jakiś czas. Po jakimś czasie dziewczyna usnęła w moich ramionach. Zaniosłem więc ją do naszego namiotu. Jestem geniuszem, zabrałem najmniejszy namiot jaki był w domu. Ale trudno, jakoś się tutaj zmieścimy. Położyłem ją delikatnie i przykryłem kocykiem. Sam wskoczyłem obok niej. Przed snem objąłem ją jeszcze w pasie i mocniej do siebie przysunąłem. O takiej chwili marzyłem. 
-Kocham Cię - wyszeptałem, całując ją w szyję
-Ja cibie też - wymruczała sennie. Zmęczony także usnąłem. A ona w moich objęciach

------------------
Hey, dużo osób chciało aby powstała Raura.
Więc jest, mamy do was takie pytanie.
Czy wprowadzić Maię Mitchell, która będzie rywalizowała o względy Rossa czy nie? 

wtorek, 17 czerwca 2014

Rozdział 18

 JEŚLI POD KOLEJNYM ROZDZIAŁEM BĘDZIE WIĘCEJ NIŻ 10 KOMENTARZY, TO ZOSTANIE OD DODANY ZA DWA DNI, A NIE TRZY XD

Rodzina Marano - Laura - 

- Lau... Tak bardzo cię za wszystko przepraszam, ale byłem pijany, nie wiedziałem co robię. Wiem, że i tak to niczego nie zmieni, ale i tak bardzo cię przepraszam. Za to, że to zrobiłem. Znowu cię skrzywdziłem. Naprawdę nie chciałem tego... 

Nie pozwoliłam Rossowi dokończyć, tylko nagle pocałowałam go. Sama nie wiem czemu to zrobiłam, to był po prostu impuls... A może chciałam tylko, aby Ross już przestał gadać. Albo chociażby zrobiłam to, bo bardzo się za nim stęskniłam mimo tego, co mi zrobił... Tego nie wiem.

- Czyli to znaczy, że między nami wszystko w porządku - powiedział blondyn odrywając się ode mnie, a potem nawet nie czekając na moją odpowiedzieć ponownie przysunął się do mnie, aby mnie pocałować. Jednak zatrzymałam go. 
- Ross my... Ja.. Nie wiem. Po prostu nie wiem, czy dobrze robimy. - powiedziałam, a następnie przytuliłam chłopaka.
- Chyba powinienem już iść.
- Ross nie zrozum mnie źle...
- W porządku. Rozumiem. Ale nie możemy tak tego dalej ciągnąć. Wiem, że kochasz nie tylko mnie. Jednak musisz się na coś zdecydować. Już czas podjąć decyzję, bo ranisz nie tylko mnie... Zrozum, nie chcę cię pospieszać. Naprawdę. Ale zastanów się nad tym wszystkim, bo wszyscy zasługują na szczęście...

Kiedy Ross skończył już mówić, wyszedł. Tak, w zupełności się z nim zgadzam. Nie mogę wiecznie trzymać wszystkich w niepewności. To nie w porządku. Ross ma racje, przecież każdy zasługuje na szczęście.

Rodzina Lynch - Ross -

Wiem, że nie powinienem tak naciskać na Laurę, ale muszę po prostu wiedzieć czy mam u niej jakąś szansę. Bo jeśli nie to zacznę żyć inaczej... Chyba wolę, aby wybrała np. Rockiego niż wiecznie czekać.

Rodzina Clark - Katy -

Dawno nie rozmawiałam z nikim z rodziny Lynch. Może czas to zmienić? Przecież nie mogę ich wiecznie unikać. Zresztą nawet nie wiem czy Laura dotrzymała słowa i nie rozmawia z Rossem. Wątpie, aby jej się to udało. Przecież zna go dużo dłużej niż ja i na pewno za nim tęskni... A może o to właśnie chodzi! Wszystko się tak potoczyło pewnie dlatego, że to ona powinna być z Rossem. To jej się to należy, nie mnie. Ja tylko niepotrzebnie wtrąciłam się w ich życie. Nie powinnam.
W każdym razie muszę się spotkać chociaż z Rydel. Dawno z nią nie gadałam, a w końcu jest moją przyjaciółką. Przynajmniej tak mi się wydaje...
Postanowiłam do niej zadzwonić. Blondynka od razu odebrała i umówiłyśmy się, że pójdziemy na zakupy.



Dzień spędziłyśmy naprawdę świetnie. Kupiłyśmy bardzo dużo ciuchów - szorty, bluzki na ramiączkach itp., ale najbardziej z tego wszystkiego spodobały nam się sukienki. Ja kupiłam morsko-czarną, natomiast Delly kupiła dwie - różową i czarną.



Po zakupach poszłyśmy do mojego domu i zamówiłyśmy sobie pizzę. Kiedy dostawca pizzy przyniósł nam ją, zapłaciłyśmy. Jednak nie minęła minuta, a dostawca ponownie zadzwonił do drzwi. Okazało się, że zapomniał wziąć od nas torby w której przyniósł pizzę. Kiedy po raz kolejny ktoś zadzwonił do drzwi stwierdziłyśmy, że chyba nigdy nie zjemy tej pizzy. Wściekła Rydel poszła otworzyć drzwi. Jednak to nie był dostawca. W drzwiach stała Emily wraz z Ruffie.
- Ojej!!! - krzyknęła Delly
- Hej Rydel, dawno cię tu nie widziałam. A tak w ogóle to jest Ruffie. - powiedziała Emi

Kiedy zjadłyśmy pizzę, zauważyłyśmy, że Emi jest smutna. Chodziło o to, że Rocky ją wystawił. Próbowałyśmy ją pocieszać, ale nic nie pomagało. Nagle wpadłam na świetny pomysł. Wzięłam z kanapy poduszkę i walnęłam nią Emi. Natychmiast rozpoczęła się bitwa na poduszki.
Kiedy po pół godzinie ta zabawa znudziła się nam, poszłam do kuchni i zrobiłam popcorn. W tym czasie Rydel i Emily wybierały film, na dzisiejszy wieczór.

Po skończonym oglądaniu, blondynka wróciła do swojego domu, a my położyłyśmy się do łóżek, gdyż było już bardzo późno.


---------------------------------------
No i mamy kolejny rozdział.
Sorry, że tak późno i chyba
 jest on dość krótki...
No koniec piosenka:


A tak w ogóle to Laura występuje w tym teledysku :)

sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział 17



Rodzina Lynch – Rocky -

Do celu dotarłem po niecałych 5 minutach. Drzwi do jej domu były otwarte, tak jak w chwili, kiedy od niej wychodziłem. Wszedłem więc cichutko z myślą, że dziewczyna jeszcze śpi.( do osób ,które biorą udział w konkursie. Proszone są o składanie swoich prac do zakładki "pomysły i rady") Miałem rację, leżała w swoim łóżeczku. Rozejrzałem się w poszukiwaniu mojego młodszego brata, jeszcze nie do końca trzeźwego.  Nigdzie go nie było. Zszedłem więc do salonu. Do głowy wpadł mi pomysł. Wyciągnąłem więc szybciutko telefon i wybrałem numer do Rika.
-Siema… -zacząłem głośno, lecz po chwili przypomniałem sobie o śpiącej jeszcze Laurze.
-Hey, co ty tak cicho mówisz? – Zapytał mnie
-Lau jeszcze śpi i nie chce jej obudzić.
-Aaaa….okey. Jest tam w pobliżu Ross?
-Obejrzałem cały dom i nigdzie go nie znaleźliśmy.
-Poczekaj moment … Ell  mnie woła – przerwał nagle naszą rozmowę. Po kilku minutach wrócił.
-To już wiemy gdzie znajduje się  Ross
-Gdzie w takim razie?? – zapytałem zaciekawiony
-Leży w żywopłocie i gada o jakimś kurczaku – słysząc te słowa wybuchnąłem niepochamowanym śmiechem.
-Jak możesz to go nagraj – szybko zleciłem starszemu blondynowi. Będziemy mieli pamiątkę na długie lata. On  zawsze nagrywa wszystkie kompromitujące nas wydarzenia z nami w rolach głównych.
-Okey, ty zostań z Lau jak możesz dopóki się nie obudzi – bardzo spodobał mi się ten pomysł.



Rodzina Clark – Emily –

Dzień zapowiadał się cudownie. Od kilku dni Ruffie jest w naszym domu. Wszyscy pokochali go od pierwszego wejrzenia, a głównie ja i Katy.  Ale wracając do rzeczywistości. Jest 8:00 rano, jestem właśnie na spacerze z pieskiem. Już się do tego przyzwyczaiłam, robię to codziennie od kilku dni. Nie powiem to poranne wychodzenie sprawia mi więcej przyjemności niż kłopotu. Mam wtedy czas na rozmyślanie. A głównie po mojej głowie krąży jeden z braci Lynch. A jest nim konkretnie Rocky. A może napiszę do niego? Tak, w końcu przewyższyłam strach i wyjęłam telefon. Od naszego pocałunku nie kontaktowaliśmy się wcale.  Na klawiaturze wystukałam kilka słów.

-Hey Rocky .... co dzisiaj porabiasz? Może spędzimy razem czas? :) - Miałam nadzieję, że chłopak się zgodzi

-Yyyy… nie wiem jak Ci to powiedzieć. Nie mogę zbytnio – zaciekawiła mnie ta odpowiedź dlaczego nie może?
-A co takiego?
-Jestem z Lau – ta wiadomość mnie zszokowała. Jednocześnie poczułam wzbierającą się we mnie złość. Dlaczego znowu ona? Zawsze! Jak nie jest z Rossem to kręci się za Rockym lub Rikerem.  Nie może gdzieś wyjechać?
-A to nie będę WAM przeszkadzać - odpisałam. Przecież nie napiszę prawdy. Że chciałabym aby Laura zniknęła z naszego życia.  Myślałam,że brunet mi odpisze, ale zawiodłam się. Wyłączyłam więc telefon i wrzuciłam do mojej małej torebki.

-Chodź Ruffie, zaczyna padać – powiedziałam do psa. Zdawało mi się, że zrozumiał moje słowa.  We dwoje udaliśmy się więc do domu.



Rodzina Lynch –  Ross –

Otworzyłem leniwie oczy.  Jednak ostra światło sprawiło ,że je zamknąłem Po chwili jednak udało mi się je znowu otworzyć.  Przede mną siedział Riker razem z Ellem.
-Dzień dobry – powiedziałem zachrypniętym głosem
-O patrzycie... kto tu się obudził. Nasz uciekinier – usłyszałem głos brata.
-Czemu mam tyle liści we włosach i potargany strój? – to pytanie ciekawiło mnie najbardziej
-Bo leżałeś w żywopłocie idioto! Rydel, obudził się – O nie. Moja siostra da mi popalić. Pewnie wybuchnie tutaj zaraz awantura. Będzie miała racje, zachowałem się jak niedojrzały gówniarz.

 -Ross – usłyszałem jej głos. Ton miała raczej spokojny i opanowany. Nie spodziewałem się tego
-Wiem, że jesteś młody. I darzysz Laurę szczególnym uczuciem, ale nie zachowałeś się do niej w stosunku jak należy. Proszę przemyśl to co wczoraj zrobiłeś. Nie zdziwię się jak Lau zacznie cię unikać. Miałaby słuszną racje – Te słowa mnie dobiły, były gorsze niż jakakolwiek awantura i kara. Kiedy siostra wyszła, zapytałem się chłopaków.
-Co ja takiego wczoraj zrobiłem?
-Ty na serio nie wiesz?
-No nie – odparłem
-Wpadłeś pijany w środku nocy do domu Laur i zacząłeś ją namiętnie całować. Ona nawet nie miała siły ,aby cię odepchnąć. A kiedy próbowała to zacząłeś ją kierować na ścianę i coraz mocniej napierać swoim ciałem na jej. Gdybym nie wpadł wtedy z Rockym i Rydel to nie wiem do czego byś się posunął. Potem kiedy cię przyprowadziliśmy uciekłeś i leżałeś w żywopłocie – zakończył Riker. Szczenna opadła mi, tak samo jak Ellowi na te słowa.3
-Muszę do niej iść! – krzyknąłem podnosząc się z kanapy.
-Nie ma mowy. Razem z nią jest teraz Rocky i pilnuje ją przed tobą – zagrodził mi drogę Riker.
-Ale…
-Nie Ross! Nie wyjdziesz do niej! – zaczął krzyczeć
-I tu się zdziwisz! – poniosły mną emocje, po drodze zabrałem jeszcze kurtkę ponieważ na dworze było dość zimno i po prostu wyszedłem. Słyszałem jak coś za mną krzyczał ,ale nie przejąłem się tym zbytnio. Nogi kierowały mnie w jedno miejsce. Myślicie, że do domu brunetki. Tu się mylicie. Najpierw do kwiaciarni, potem do domu brunetki.

Rodzina Marano – Laura –

Kiedy otworzyłam oczy, zauważyłam ,że leżę w łóżku. Kiedy kładłam się spać to na salonie w kanapie. Najwyraźniej Rocky mnie tu przeniósł. No właśnie Rocky. Co z Rossem? To pytanie kręciło mi się po głowie. Szybko więc zbiegłam na dół, w kuchni siedział brunet.

Dziękuje – powiedziałam przytulając się do niego.
-Nie ma problemu – oznajmił, jeszcze mocniej mnie tuląc.
-Co z Rossem?
-Mieliśmy z nim małe problemy potem, ale wszystko jest już w porządku .
-Muszę go zobaczyć – sama nie uwierzyłam w to co powiedziałam. (Jeśli komuś się nudzi to zapraszamy do zakłądki "rady i pomysły" przyda nam się każda pomoc)  Interesuję się kimś kto wkradł mi się do domu i zaczął ... sama nie wiem jak to nazwać.... 
-Nie możesz. Lau przepraszam, ale pisze Rydel ,że muszę wrócić do domu i jechać z nią coś załatwić

-Dasz sobie radę sama?

-Tak, nic mi się nie stanie – odpowiedziałam szybko, będąc pewna swoich słów.

-W razie czego dzwoń – pocałował mnie w czoło i udał się w kierunku drzwi. Dużo osób nie ostatnio całuje, jak nie Ross to Rocky i próby Rikera kiedyś w samochodzie. Chyba muszę to zmienić. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Myślałam, że to Rocky czegoś zapomniał, ale pomyliłam się. Za nimi stał Ross z wielkim bukietem białych tulipanów. ( biały być róże, ale kocham tulipany ~od aut. )
-Lau... - kiedy usłyszałam jego głos, serce mi zamarło 
...Cdn za 3 dni ...

Przepraszam, że rozdział dodawany jest tak póżno, ale w moim domu panuje remont i pisanie z telefonu nie jest łatwe.
Czekamy na wasze kometarze <3