-Hey ciociu, mam do ciebie taką prośbę - powiedziałam podchodzą do naszej opiekunki.
-Cześć słonko, co się stało? - odparła ciepłym głosem
-Mam mam do ciebie taką prośbę. Tam, w klatce jest cudowny piesek, wabi się Ruffie. Wiem ,że stanowimy dla ciebie wystarczający problem, ale mogłabyś go jeszcze przyjąć pod swój dach? - zapytałam z coraz bardziej rosnącą nadzieją w oczach
-Nie mów tak proszę... wy nie stanowicie dla mnie żadnego problemu.A co do pieska to nie wiem
-Obiecuję, że będziemy się nim zajmować. Proszę...
-No zgoda, idź powiedzieć Emily. Ja w tym czasie zajmę się podpisaniem papierów i będziemy mogły go zabrać.
-Dziękuje ciociu, dziękuje - krzyknęłam rzucając się kobiecie na szyję.
Rodzina Lynch - Riker -
Do celu dojechaliśmy bardzo póżno. Już w samochodzie udało nam się podzielić kto z kim śpi. Mieliśmy dwa 2-osowe namioty i jeden pojedynczy. Zdecydowaliśmy ,że ja będę spał z Rockym w namiocie. Ross z Ellem, a Ryland sam. Bardzo podoba mi się taki układ. Trochę współczuje Rossowi, spać w jednym namiocie z Ratliffem. Chłopak ma nawyk, że potrafi bardzo dużo w nocy mówić. Często bywa, że mówi sam do siebie. Ale nic na to nie poradzimy. Ciężko będzie miała jego przyszła dziewczyna, a także żona. Dzisiaj było już za ciemno i za zimno na zwiedzanie najbliższej okolicy. Mieliśmy to zrobić jutro rano.
-Dobranoc wszystkim - krzyknąłem do moich braci i położyłem się do namiotu.
-Dobranoc - odpowiedzieli mi chórem chłopaki.
Rodzina Ratliff - Ellington -
Obudził mnie donośny śmiech moich przyjaciół. Szybko wyszedłem z namiotu w celu sprawdzenia o co chodzi. Kiedy tylko mnie zobaczyli, zaczęli się bardziej śmiać.
-Ooo....nasz Elluś przyszedł. Jak ci się układa z naszą Delly? - zapytał mnie nagle Rocky. To pytanie kompletnie zbiło mnie z myślenia.
-Co? - to był jedyny wyraz, który udało mi się wykrztusić.
-Ross pokaż mu telefon - wtrącił się Ryland, który z każdą chwilą coraz bardziej się chichrał. Wspomniany blondyn dał mi urządzenie do ręki. Na wyświetlaczu zobaczyłem siebie w nocy. Jeszcze większego szoku doznałem słysząc swój głos wołający Rydel i mówiący do niej jak ślicznie wygląda. Komórka momentalnie wypadłą mi z ręki.
-Ellington! - uzłyszałem krzyk Rossa
-Uważaj na mój telefon... Delly musi obejrzeć jak o niej cudnie mówisz. Nasz Elluś kocha Rydel! - Słysząc te słowa strasznie się zdenrwowałem
-Ja wcale nie kocham Rydel
-I tak wszyscy wiemy, że ją kochasz - Ross dalej nawijał swoje
-Przynajmniej nie latam za dwoma...tak jak ty! - tymi słowami jego również zdenerwowałem.
-Coś ty powiedział?!
-To co słyszałeś! - na szczęście w porę przerwał nam Riker
-Chłopaki...mieliśmy się pogodzić. A my jeszcze bardziej się kłócimy niż przed przyjazdem tutaj.Macie się w tej chwili pogodzić i idziemy zwiedzać okolicę
-Przepraszam - odparł Ross grzecznie, mimo iż jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi i nam zdarza się pokłócić.
Rodzina Marano - Laura -
-Delly! - krzyknęłam do mojej przyjaciółki
-Tak, co się stało? - zjawiła się koło mnie w ciągu sekundny
-Ja się będę zbierała już do domu, chciałam się tylko pożegnać.
-Nie mam mowy! - zagrodziła mi ręką drzwi.
-Zostajesz u mnie na jeszcze jedną noc
-Ale Delly... ja muszę wracać do domu
-Lau...proszę, zostań - prosiła mnie blondynka
-No dobrze, zostanę - po długich namowach musiałam zostać
-Ale musisz mi dać jakąś koszulkę do spania
-Oczywiście - odparła, podaj mi koszulkę. Musiałam ją przyjąć ponieważ na moją przypadkowo Delly wylała sok. Cały dzień minął nam na oglądaniu filmu, plotkowaniu i przymierzaniu ciuchów.
-Gdzie ja będę spać? - zapytałam nagle
-Wybierz sobie, któryś z pokoi na korytarzu.
-Nie obrazisz się, jak położę się już spać? - byłam coraz bardziej zmęczona i jedyne o czym marzyłam to sen.
-Oczywiście ,że nie. Dobranoc słonko
-Dobranoc - odpowiedziałam i ruszyłam na korytarz w celu wybrania sobie pokoju. Wstąpiłam jeszcze do łazienki w celu przebrania się. Mój wybór padł na najbliższy pokój. Nie mam pojęcia do kogo on należy, ponieważ nie świeciłam światła. Po ciemku znalazłam łóżeczko, uderzając się po drodze o stół... Kiedy wtuliłam się w pościel wyczułam silny zapach męskich perfum. Dobrze ,że Ross wraca dopiero jutro. Z tą myślą zasnęłam
Rodzina Lynch - Ross -
Siedziałem właśnie w samochodzie. Postanowiliśmy wrócić wcześniej do domu. Biwak był fajny, ale i tak wolę mój kochany domek. Kiedy dojechaliśmy do celu dochodziła 12:00 w nocy. Po cichutku weszliśmy do domu i udaliśmy się do swoich pokojów. Bez świecenia światła szybko wskoczyłem do łóżko. Wydawało mi się, że było ono inne niż zawsze. Mniejsze, cieplejsze, miększe? Nie zawracając sobie tym głowy szybko usnąłem.
----------------------------------------
Przepraszamy, że ten rozdział jest publikowany tak późno. Wystąpiły pewne problemy z jego publikacją. Mamy nadzieję, że to się więcej nie powtórzy. Czekamy na wsze komentarze. Kochamy was <3
Cudny rozdział ciekawe co sie wydarzy jak sie obudza ;-)
OdpowiedzUsuńPisz dalej, kiedy next
Kolejny rozdział we czwartek <3
UsuńDzięki za kom <3
UsuńŚwietny.. Nie mogę się doczekać, aż się obudzą <3 I Love it! Czekam na nexta!
OdpowiedzUsuńBędzie ciekawie xd
Usuń